ZMIANA NASTAWIENIA #6 ZAAKCEPTUJ SIEBIE

jak-zaakceptowac-siebie

Pamiętam czasy, kiedy niespecjalnie lubiłam siebie. Oceniałam się bardzo surowo, ciągle porównując się z innymi. Nie byłam zadowolona ani ze swojego wyglądu, ani ze swoich umiejętności. Skupiałam się na swoich wadach, nie dostrzegając w pełni swoich zalet. Byłam nastawiona w stosunku do siebie bardzo krytycznie. Wymagałam od siebie bycia perfekcyjną w każdym względzie.

W pogoni za ideałem

Miałam w swojej głowie obraz idealnej kobiety. Pięknej, z małym zgrabnym noskiem i śnieżnobiałym uśmiechem; z wąską talią, pełnym biustem i długimi, gęstymi włosami. Kobiety bardzo inteligentnej, odważnej, przebojowej, pewnej siebie i odnoszącej same sukcesy, a jednocześnie niesamowicie zmysłowej i kobiecej. Kobiety przyciągającej męskie spojrzenia i budzącej zazdrość pozostałych reprezentantek płci pięknej.

Porównujesz się z innymi?

Z taką kobietą się porównywałam. Jednak wypadałam w tym zestawieniu dosyć blado. Bo niestety natura nie obdarzyła mnie ani dużym biustem, ani gęstymi włosami. Nie mam też małego noska ani wąskiej talii.  Nigdy też nie byłam odważna ani pewna siebie. Zawsze kiedy porównywałam się z jakąkolwiek dziewczyną, która miała więcej cech tej stworzonej w mojej głowie „idealnej” kobiety, czułam się gorsza. Stawiałam się w porównaniu z nią na straconej pozycji. Miałam przez to sporo kompleksów.

Nierealne wymagania

Potrzebowałam wielu lat, żeby zrozumieć, że moje wymagania wobec samej siebie są zupełnie nierealne. Zaakceptować to, że nie będę nigdy miała tej „idealnej” urody i figury ( no chyba, że zrobiłabym sobie kilka operacji plastycznych i wyjęła parę żeber ;)). Potrzebowałam sporo czasu, żeby uświadomić sobie to, że nigdy nie będę przebojowa. Po prostu nie taka jest moja natura. Jestem introwertyczką, która lubi obserwować ludzi i przysłuchiwać się rozmowom. Chyba po prostu źle bym się czuła będąc w centrum uwagi. Bardzo trudno było mi też zrozumieć, że nie ma takiej możliwości, żebym robiła wszystko idealnie i nie popełniała żadnych błędów.

Nastawienie wobec siebie

Zaakceptowanie siebie nie jest łatwe. Mamy tendencje do skupiania się na swoich słabych stronach i porównywania się z innymi. W ten sposób bardzo często budujemy swój obraz siebie. U innych potrafimy dostrzegać ich mocne strony, jednak kiedy mamy zauważyć je u siebie, wychodzi nam to o wiele trudniej. Wydaje nam się, że nasze mocne strony nie są niczym niezwykłym, że to  „nic takiego.”

Jeśli nie akceptujemy siebie trudno mówić o pozytywnym nastawieniu. Jesteśmy wobec siebie krytyczni i porównujemy się z innymi. Boimy się pokazać swoje słabości. Bardzo często robimy coś tylko dlatego, żeby zostać zaakceptowanym przez innych lub nie czuć się gorszym. Ile razy zdarza Ci się kupić sobie coś tylko dlatego, że inni też to mają? Co tu dużo mówić, dostosowujemy się do środowiska i chowamy pod swoimi maskami, tylko po to, żeby nie doświadczyć odrzucenia.

Dopiero zaakceptowanie siebie pozwala na to, żeby zmienić nastawienie wobec swojej osoby. Kiedy akceptujesz siebie nie czujesz potrzeby dostosowywania się do innych ani udowadniania swojej wartości. Nie musisz nikogo udawać. I wreszcie potrafisz spojrzeć na sukcesy innych osób bez ukłucia zazdrości. Bo teraz wiesz, że one wcale nie świadczą o tym, że jesteś w jakikolwiek sposób gorszy.

Jak zaakceptować siebie?

  • Przede wszystkim spójrz na siebie bardziej przychylnie. Pamiętaj, że nie istnieje coś takiego jak idealny wygląd. Każdy może być piękny, niezależnie od tego, czy jest wysoki czy niski, gruby czy chudy. To co wydaje Ci się wadą, może okazać się Twoim atutem, czymś co Cię wyróżnia i nadaje Ci charakteru.
  • Uświadom sobie swoje mocne strony, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i wiedzę czy umiejętności (najlepiej zapisz wszystko na kartce). Nie umniejszaj swoich zalet. Jeśli masz np. długie rzęsy – zapisz to. Dobrze gotujesz? Umiesz szyć? Potrafisz wyremontować mieszkanie? A może łatwo nawiązujesz kontakty? Pomyśl o tym, co dobrze Ci wychodzi i bądź z tego dumny.
  • Pamiętaj, że nie od razu Rzym zbudowano. Jeśli nie jesteś teraz w czymś dobry to nie znaczy, że nie możesz być w przyszłości.
  • Przestań porównywać się z innymi – jedyną osobą, z którą powinieneś się porównywać jesteś Ty sam z okresu wcześniejszego. Inni ludzie mają inne priorytety, cele czy nawet geny. Jaki to ma związek z Twoim życiem?
  • Daj sobie prawo do błędów. W końcu jak to mówią: „nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.”
  • Popracuj nad swoim wewnętrznym krytykiem. Ten wewnętrzny głos potrafi skutecznie podciąć skrzydła. Nie pozwól mu na to!

Nie masz figury modelki ani nie robisz zawrotnej kariery? Co z tego? Kto powiedział, że to jedyna dobra droga w życiu? Nieważne jak wyglądasz, jakie masz wykształcenie, ani czym zajmujesz się w życiu. Możesz być przedsiębiorcą, przedszkolanką, mechanikiem lub matką wychowującą dzieci. Żadna z tych osób nie jest lepsza ani gorsza. Każdy z nas jest inny. Mamy różne typy urody, inne zainteresowania i  umiejętności. Mamy swoje zalety i swoje wady. I nikt z nas nie jest idealny. Nawet Ci, którzy tacy nam się wydają.

Najważniejsze jest to, jak Ty czujesz się sam ze sobą i to, jak traktujesz innych.

  • Ciężko jest czasami siebie samego zaakceptować. Zwłaszcza, że mamy narzucony kanon, zachowań i piękna. Poza tym jak odstajesz otoczenie jest dla ciebie bezwzględne. Niestety realia 21 wieku. Raz jest lepiej raz gorzej.

    • Zgadzam się, nie jest łatwo zaakceptować siebie w dzisiejszych czasach, zwłaszcza jeśli w jakikolwiek sposób odstaje się od innych. Warto jednak pamiętać, że jeśli ludzie nas źle traktują z tego powodu, że nie jesteśmy tacy jak oni, to świadczy to tylko o ich słabościach i kompleksach.

  • Sylwiu, do tego chyba tez dochodzi sie z wiekiem. Ja jako nastolatka zupelnie nie podobalam sie sama sobie, teraz patrze na siebie duzo bardziej przychylnie. Trudna sztuka akceptacji, chyba uczymy sie jej cale zycie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Masz rację Beatko, akceptacja pojawia się wraz z wiekiem 🙂

  • Zaakceptowanie siebie to trudna sztuka, ale kiedy już to zrobimy zdobywamy najlepszą przyjaciółkę na świecie. 🙂

  • Będę monotematyczna. Nie zaakceptuje siebie takiej, jaka teraz jestem pod kątem wyglądu i tego, jak się czuje. Nie dam sobie wmówić, że to jak jest teraz, jest moją naturą. Gdybym zaakceptowała siebie, nadal brałabym leki, które zamiast pomagać, pogarszały mój stan i wierzyła lekarzom, że to tylko taki stan przejściowy. Nikt tylko nie potrafił mi powiedzieć, ile ten stan przejściowy ma trwać.

    • Kłopoty ze zdrowiem, zwłaszcza jeśli odbijają się też na wyglądzie nie pomagają w zaakceptowaniu siebie. Skutki uboczne brania leków to inny temat.
      Trzymam kciuki za Twoje zdrowie :*

  • Tego właśnie nie mogę zrozumieć w kobietach. Nie mogą siebie zaakceptować bo nie podoba im się to jak wyglądają. Dlaczego?! Wiem, że są pewne rzeczy, których nie da się zmienić, ale jeżeli chcesz wyglądać lepiej to zapisz się na siłownię, odżywiaj zdrowo i często się uśmiechaj. To na pewno zwiększy Twoje wewnętrzne poczucie atrakcyjności i poczujesz się lepiej sama ze sobą.

    • Wiesz, my kobiety jesteśmy skomplikowanymi istotami;) Jednak masz rację, jeśli zadba się o swój wygląd zewnętrzny o wiele łatwiej jest zwiększyć swoje wewnętrzne poczucie atrakcyjności i poczuć się lepiej samemu ze sobą. To zdecydowanie bardzo dobra rzecz, którą każda z nas może zrobić dla siebie 🙂

  • Poznanie swoich mocnych stron, to niełatwe zadanie. Cały proces edukacji w Polsce opiera się na wytykaniu człowiekowi słabych stron, więc niełatwo nagle zmienić perspektywę. Dla poszukujących swoich mocnych stron często proponuję ćwiczenie – swoim bliskim zadaj dwa pytania: za co mnie cenisz oraz co według ciebie robię dobrze. Niech odpowiedzą szczerze, bez zbędnych komplementów.

    • Tego typu ćwiczenia też nie są łatwe do przeprowadzenia, ale uświadomienie sobie tego, co cenią w nas inni ludzie z pewnością może poszerzyć horyzonty i pozwolić dostrzec swoje cechy, z których do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy.

    • Ula z prostoofinansach

      Masz rację, pokazywano nam słabe strony, a o mocnych nigdy się nie mówiło. Dużo prościej by nam się dzisiaj żyło, gdyby była równowaga w tych sytuacjach. A tak sami musimy sobie z nią radzić. Ciągle wraca błędna edukacja… nie ważne w jakiej dziedzinie…

  • Akceptacja to klucz do tak wielu ,,drzwi” czyli dziedzin naszego życia, że to aż nieprawdopodobne. Ma niesamowity wpływ na to jak postrzegamy siebie, innych na nasze relacje z innymi ludźmi, na to jak prosperujemy w społeczeństwie i różnych jego środowiskach – szkoła, praca. Ma to odzwierciedlenie tak naprawdę we wszystkim co robimy i dlatego jest to bardzo bardzo ważne. Poza tym to jak nas widzą inni też często bierze się z tego jak my sami siebie postrzegamy. To trudny temat, bo jesteśmy atakowani różnymi wzorcami i ciężko wpasować się, a zapominamy o tym, że nikt nie jest idealny i to że jesteśmy inni to właśnie w nas najlepsze.

    • Samoakceptacja tak jak wspomniałaś ma wpływ na mnóstwo rzeczy – można powiedzieć, że ma ogromny wpływ na nasze życie. Dlatego warto poszukiwać swoich mocnych stron i zaakceptować swoje niedoskonałości.

  • Jestem wobec siebie krytyczna, wiele od siebie wymagam (pewnie dlatego też i od innych), ale potrafię wydobyć z siebie mocne strony i używać je na co dzień. Akceptuję siebie taką jaką jestem, bo tak mnie nauczyło życie i bliscy. Już dawno zrozumiałam, że doskonałość nie istnieje, a nasze niedoskonałe cechy mogą być naszym atutem i tym co nas od innych wyróżnia.

  • Ja wraz z wiekiem zyskałam pewność siebie. Trochę myslę, że jest taki etap w życiu każdej kobiety (a raczej dziewczynki), kiedy porównuje się z koleżankami – bo mają juz chłopaka, bo są szczupłe, towarzyskie, z ładnym noskiem 🙂 … a później dochodzimy do wniosku, że do niczego nam wąska talia czy gęste włosy, bo ludzie i tak nas kochają 🙂 a jak nie ludzie to ja sama kocham siebie taką jaką jestem. A jak mówiła MM – jeżeli nie mozesz mnie zniesc w mojej najgorszej formie – nie zaslugujesz na najlepsza. i tyle 🙂

    Pozdrawiam, Ania
    http://pandaoverseas.com/

  • Nie do końca akceptuję siebie. Mam wybuchowy charakter i czasem żałuję jak palnę coś głupiego bez przemyślenia. Nie lubię tego u siebie i nie akceptuję. Staram się to zmienić, ale to wcale nie jest takie proste :/

    • Tutaj masz rację, zmiana siebie nie jest wcale prosta. Zwłaszcza jeśli chodzi o jakąś cechę charakteru, która towarzyszy nam od zawsze. Charakter trudno zmienić, ale nad emocjami można lepiej panować. Wymaga to samokontroli i lepszego poznania siebie, ale jest do zrobienia 🙂

  • Ja zbieram komplementy – kiedyś mając chandrę zapisałam wszystkie usłyszane obelgi na kartce, popatrzyłam na nią, wzięłam drugą i zapisałam z pamięci wszystkie komplementy. Pierwszą kartkę podarłam, drugą mam. I od tego czasu mam kolekcję komplementów jako koło ratunkowe na zły humor, choć nie była potrzebne już nigdy.

    • Świetna metoda i najważniejsze, że skuteczna 🙂

  • Wniosek nasuwa się taki, że jest się swoim największym wrogiem. Człowiek sam siebie zamęczy, zgnębi i pozbawi pewności siebie.

    • Twój wniosek jest bardzo słuszny.To my sami bywamy swoim największym wrogiem. Warto mieć tego świadomość.

  • warto być dla siebie wyrozumiałym, czasami odpuścić, potraktować siebie jak ukochaną osobę, pocieszyć, powiedzieć, że następnym razem będzie lepiej. To trudne, zwłaszcza dla osób wymagających, często krytykowanych, wychowanych w rodzinie, w której wymagania były bardzo wysokie…

  • Kiedyś było trudniej z samoakceptacją. Najlepiej jest pomiedzy 30-40 🙂 Z wiekiem akceptacja siebie staje się coraz bardziej rozsądna i pełna, ale czasem dołącza potrzeba przyjęcia pewnych zmian, na które nie do końca mamy wpływ. Więc to chyba auto- tolerancja? Wyszedł mi bardzo „pokrętny” komentarz XD Ale od serca XD

    • Chyba rozumiem o czym piszesz;) Ja sama zauważam, jak w ciągu ostatnich lat zmieniło się moje nastawienie do własnej osoby oraz do tego, co nieuniknione.
      Im jesteśmy starsi, tym stajemy się bardziej świadomi, lepiej rozumiemy siebie, a zarazem jesteśmy bardziej pogodzeni z życiem.

  • Jaki piękny tekst, aż chce się wyjść do ludzi i wykrzyczeć na głoś – jestem wyjątkowa!
    Myślę, że Twój wpis jest ogromną inspiracją dla tych, którzy szukają siebie. Mnie zmotywowałaś do wielu głębsszych przemysleń. Wyciągam wnioski i postanawiam iść przez życie z podniesioną głową.
    Dziękuję, Sylwuś! 🙂

    • Ja również dziękuję za ten miły komentarz 😉

  • Mark Twain napisał, że najgorszy rodzaj samotności występuje
    wtedy, kiedy czujemy się niekomfortowo sami ze sobą. Innymi słowy, kiedy
    nie znosimy własnego towarzystwa. To zdanie, zawiera esencję
    samoakceptacji i jej braku. Im bardziej bowiem akceptuję siebie
    taką/takim jaką/jakim jestem, tym szczęśliwsza/szczęśliwszy się czuję i
    tym bardziej świat mnie lubi. Tymczasem, wielu z nas chce, aby to inni
    nas lubili (najlepiej wszyscy lub prawie wszyscy), doceniali, szanowali,
    ale sami nie potrafimy we własnym towarzystwie wytrzymać nawet 10 minut
    i powiedzieć sobie ‚dobra robota!’.

  • tomass

    Również miałem problem z samoakceptacją. Całe życie byłem w cieniu starszego brata. Wiedziałem, że nie mogę się tym dłużej przejmować i zdecydowałem się porozmawiać z kimś mądrzejszym. Chodziłem do pana Sadowskiego z Psychologgii. Czuję się dużo lepiej. Uwierzyłem w siebie, co przekłada się na sukcesy w życiu zawodowym.

    • Gratuluję Ci i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!

  • Właśnie porównywanie siebie z innymi jest najgorsze co możemy dla siebie zrobić. Każdy z nas jest inny i każdy jest piękny na swój sposób, ale najpierw trzeba pokochać siebie, żeby inni mogli w pełni nas pokochać 😉

  • U mnie z akceptacją jest ciężko jeśli chodzi o wygląd. Mimo, że jestem postrzegana jako pewna siebie prymuska, w głębi serca, boję się i wciąż chcę się zmieniać. Jestem na tym etapie, na którym Ty byłaś na początku. Mam w głowie wykreowany obraz pięknej siebie, figura idealna, śnieżnobiały uśmiech. Czy kiedykolwiek patrząc w lustro pomyślę, iż w pełni zaakceptowałam siebie? Nie mam pojęcia.

  • Myślę, że jest już lepiej. Bardziej siebie lubię.
    Kiedyś w czasach szkolnych było strasznie. Nic mi się w sobie nie podobało.

  • Nie cierpię porównywać się z innymi, ale niestety wciąż się na tym łapię. Staram się nad tym popracować i chyba zrobię tak, jak radzisz: stworzę listę swoich mocnych stron. Pomoże w chwilach zwątpienia 😀