CO JUŻ ZROBIŁEŚ, ŻEBY ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE ?

poczucie-wlasnej-wartosci

Jak już zauważyliście na blogu zaszło kilka zmian. Od kilku miesięcy zabierałam się do tego, żeby przejść na własną domenę, jednak cały czas odkładałam tę decyzję. Co tu dużo mówić, przerażało mnie bycie na „swoim”. Ostatecznie udało mi się zmobilizować i po kilku dniach pracy nad stroną mój blog dostępny jest pod nową nazwą: „Redefine Yourself”

Kiedy rok temu zakładałam tego bloga, chciałam stworzyć miejsce, w którym będzie można znaleźć wskazówki do pracy nad sobą. Chciałam dzielić się tym wszystkim, co pomogło mi przemienić się z nieśmiałej, zalęknionej dziewczyny, która miała przyklejoną do siebie łatką „kujonki” i „szarej myszki” w kobietę znającą swoją wartość i wiedzącą czego chce w życiu.

Od początku wiedziałam, że wiele osób bardzo sceptycznie podchodzi do tego rodzaju tekstów. Rozwój osobisty – bo w tą kategorię można wpisać to miejsce, z jednej strony jest ostatnio bardzo modny, a z drugiej strony wiele osób uważa go za zwykłe „pranie mózgu”.

I ok. Jeśli ktoś wyniósł z domu dobre wzorce, nauczono go szacunku i miłości, jeśli go akceptowano, doceniano, chwalono, wspierano i mówiono mu, że zasługuje na wszystko co najlepsze to faktycznie, tego typu teksty nie są dla niego.

Jednak ze swojego doświadczenia wiem, że wiele osób nie wyniosło takich wartości z domu. Nasi rodzice najczęściej zakładali rodziny będąc bardzo młodymi ludźmi. Nie mieli zbyt dużej świadomości jak powinni nas wychowywać. Sami dobrze nie wiedzieli czego chcą w życiu. Nie zawsze potrafili okazać dzieciom (i często też sobie nawzajem) miłości, szacunku i wsparcia. W wielu domach stosowano „motywację” negatywną. Mówiono dziecku, że czegoś nie potrafi lub porównywano z tymi, którzy byli lepsi, mądrzejsi, grzeczniejsi. Nie chwalono dzieci, bo bano się, że jeśli będzie mówiło się dziecku, że jest mądre i fajne, to wyrośnie na próżniaka. Podejrzewam, że wielu z Was zna to z własnego doświadczenia. Oczywiście nie możemy mieć pretensji do naszych rodziców. Kierowali się dobrą intencją i byli przekonani, że taki sposób wychowania dzieci jest dla nich najlepszy najlepszy. Wykorzystywali schemat jaki znali ze swojego rodzinnego domu.

Nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie byłam chwalona. Wręcz odwrotnie. Nie szczędzono mi krytyki. Słyszałam głównie, że jestem leniwa i że nic nie potrafię. I nieważne było to, że miałam najlepsze oceny, że starałam się robić wszystko idealnie. Nikt tego nie dostrzegał. To sprawiło, że stałam się perfekcjonistką. Nie dawałam sobie prawa do błędu. Bo bałam się, że jeśli zrobię coś źle potwierdzę tym, że jestem głupia. Miałam niskie poczucie własnej wartości. Dlatego, za wszelką cenę starałam się udowodnić, że jestem coś warta. Byłam pilną, solidną uczennicą, przynosiłam najlepsze oceny. Ale skutek był wręcz odwrotny. Bo mało które dzieci lubią „kujonów”. Do tego przez swój brak wiary w siebie w  szkole byłam bardzo cicha i nieśmiała. Nigdy nie odzywałam się niepytana, nawet jeśli znałam odpowiedź. Bo z tyłu głowy miałam myśl, „a co, jeśli się mylę, jeśli odpowiem źle?” Przecież wtedy potwierdzę to, że nic nie umiem. Bałam się krytyki i odrzucenia. Bałam się tego, co pomyślą o mnie inni. Patrzałam na niektóre moje koleżanki i chciałam być taka jak one: wygadana, odważna, przekonana o tym, że jestem fajna. Czułam się gorsza od nich.

I nawet nie macie pojęcia jak okropnie nie lubiłam się za to, że taka jestem. Moje poczucie własnej wartości nie było takie, jakbym chciała. Nie lubiłam tego, że jestem tak nieśmiała. Walczyłam z tą swoją nieśmiałością, ale z mizernym skutkiem, bo ona i tak najczęściej nade mną zwyciężała. Będąc nastolatką chowałam się pod szerokimi bluzami, bo miałam wrażenie, że ładne rzeczy są dla pewnych siebie dziewczyn. A przecież ja taka nie byłam. Byłam tylko zwykłą szarą myszką. I tak traktowałam samą siebie – jako kogoś gorszego. I co tu dużo mówić, inni też tak mnie postrzegali. I nieraz dawali mi to odczuć. To potęgowało moje przeświadczenie o tym, że może faktycznie nic nie potrafię i nie zasługuję na zbyt wiele.

Starałam się zmienić, nabrać pewności siebie, otworzyć na ludzi. Ale szybko przekonałam się, że moje działania są tylko powierzchowne. Bo brak wiary w siebie powracał w gorszych momentach mojego życia . To wszystko sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się dlaczego tak jest. Wtedy koleżanka podsunęła mi „Potęgę podświadomości”. Kiedy ją przeczytałam doznałam olśnienia. Zrozumiałam, że wszystko wynika z moich myśli. Uświadomiłam sobie, że jeśli nadal będę myślała o sobie w ten sposób nic w moim życiu się nie zmieni. To był moment przełomowy. Zaczęłam hurtowo czytać książki z rozwoju osobistego i robić wszystkie zawarte w nich ćwiczenia. Później doszedł do tego też udział w szkoleniach. Zaczęłam pracować nad swoim perfekcjonizmem i brakiem pewności siebie. Ale przede wszystkim zaczęłam pracować nad swoimi myślami. Bo to jest klucz do zmiany. Zmiana myślenia na swój temat i zmiana głęboko zakorzenionych przekonań. To długotrwały proces, bo każdy z nas ma mnóstwo przekonań, które go ograniczają i nie pozwalają na osiągnięcie tego, czego pragnie. Ja przez ostanie kilka lat bardzo zmieniłam podejście do samej siebie. Zmieniłam wiele błędnych przekonań, poradziłam sobie ze swoim wewnętrznym krytykiem i nabrałam poczucia własnej wartości. Jest jeszcze trochę rzeczy, nad którymi muszę popracować. Zwłaszcza podejście do pieniędzy, bo tutaj na chwilę obecną mam chyba najwięcej do zrobienia. I cały czas jestem na odwyku od perfekcjonizmu.

Prawda jest taka, że człowiek jest tym, co o sobie myśli. A my często myślimy o sobie źle. Nie wierzymy w siebie, w swoje umiejętności, w to, że może nam się udać. Mamy kompleksy, za którymi się chowamy. Trzymamy się utartych schematów myślenia i sami się w ten sposób siebie ograniczamy. Rezygnujemy z marzeń, bo wydaje nam się, że nie uda nam się ich osiągnąć.

Dlatego powstało to miejsce. Bo wszystkie zmiany w życiu warto zacząć od siebie. Dobrze wsłuchać się w siebie i uświadomić sobie co nas ogranicza. I pozbyć się tego. Bo każdy może stać się lepszą wersją siebie. Pod każdym względem. Czy to będą myśli na swój temat, czy zdrowie, wygląd, sylwetka, sposób ubierania się. Warto to zrobić. Dla siebie. A przy okazji dla innych. Bo kiedy zaczynamy dostrzegać swoje mocne strony, kiedy czujemy się dobrze we własnej skórze inni też zaczynają to dostrzegać. I nie chodzi o to, żeby dążyć do ideału. Chodzi o to, żeby spojrzeć na siebie bardziej przychylnym okiem. Przestać obwiniać się za swoje ograniczenia i słabości, ale zacząć nad nimi pracować. I cieszyć się tym. Bo mamy jedno życie i warto zadbać o to, żeby było nam w nim dobrze samym z sobą 🙂

A Ty co już zrobiłeś, żeby zmienić swoje życie?

Podziel się tym w komentarzu.


Dziękuję, że jesteś.

Jeśli spodobał Ci się wpis zapraszam Cię do tego, żebyśmy pozostali w kontakcie. Żeby mieć dostęp do wszystkich aktualności możesz polubić mój Fanpage na Facebooku,  profil na Google plus oraz śledzić bloga na Bloglovin.