W PUŁAPCE ZADAŃ

jak-nie-popasc-w-pracoholizm

Po mojej krótkiej nieobecności na blogu wracam do Was z nowym artykułem. Dziś temat, który prawdopodobnie wielu z Was nie jest obcy. Będzie o uzależnieniu. Jakim? Słysząc to słowo najczęściej nasuwa nam się na myśl alkoholik lub narkoman. Jednak uzależnień jest o wiele więcej, a niektóre z nich początkowo wydają się całkiem niepozorne. Takim cichym zabójcom, który potrafi uczynić z życia jedno wielkie pole bitwy jest zadanioholizm.

To uzależnienie naszych czasów. Możemy wpaść w nie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Bo o tym nie mówi się zbyt wiele. Najczęściej słyszymy o pracoholizmie, jednak pracoholik w przeciwieństwie do zadanioholika jest skupiony na swojej pracy, to jej poświęca praktycznie całą swoją uwagę i czas zaniedbując inne dziedziny życia. Zadanioholik na pozór utrzymuje równowagę w swoim życiu. Ale to bardzo złudne.

Czym charakteryzuje się zadanoholik?

Tym, że jest skupiony na tym, co musi zrobić. Prowadzi ciągłą walkę z czasem. Praktycznie każda godzina jego życia jest ściśle zaplanowana, a jego najlepszym przyjacielem jest kalendarz. To w nim najczęściej zapisuje wszystko co musi danego dnia zrobić. Takiej osobie wydaje się, że świetnie panuje nad swoim życiem. W końcu tyle mówi się ostatnio o zarządzaniu czasem, o planowaniu wszystkiego i zapisywaniu. Wydaje mu się, że jest świetnie zorganizowany, efektywnie wykorzystuje swój czas i nie traci go na niepotrzebne rzeczy. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że to nie on rozdaje karty, tak naprawdę jest więźniem swojego pana i władcy – kalendarza.

Jego cała uwaga skupia się na zadaniach, które ma do wykonania. A tych zadań może być naprawdę wiele. Oprócz tych związanych z pracą zawodową zadaniem staje się dla niego po prostu wszystko: zakupy, gotowanie obiadu, sprzątanie, odrobienie lekcji z dzieckiem, pójście na kurs, wyjście na basen lub na siłownię, wizyta u fryzjera, a nawet spotkanie z rodziną czy ze znajomymi.

W słowniku zadanioholika nie funkcjonują takie słowa jak odpoczynek, lenistwo, spontaniczność czy zabawa. Wszystko musi być skrzętnie zaplanowane. Nawet na rzeczy przyjemne jest tylko określona ilość czasu. Bo przecież zadań jest mnóstwo. Dlatego zadanioholik żyje w ciągłym biegu i nie potrafi celebrować chwili. Nie ma go w „tu i teraz”. Jego uwaga skupiona jest na tym, co musi jeszcze zrobić. Uważa dzień za udany jeśli uda mu się odhaczyć wszystkie zadania w kalendarzu. Jeśli coś zostanie niewykonane zaczyna odczuwać niezadowolenie, wyrzuty sumienia i lęk przed tym, jak uda mu się to wszystko nadrobić kolejnego dnia. Bo przecież kolejny dzień ma już zaplanowany praktycznie co do minuty. Z czegoś będzie musiał zrezygnować. Tak – może krócej spać, wtedy może się z wszystkim wyrobi.

Jakie mogą być skutki zadanioholizmu?

Żyjemy w ciągłym biegu, stale gdzieś się spieszymy. Bardzo łatwo popaść w pułapkę zadanioholizmu i zacząć traktować życie jako ciągłą walkę z czasem. To tak samo wyniszczające uzależnienie jak alkoholizm czy pracoholizm. Skupienie się na zadaniach sprawia, że tak naprawdę przestajemy być obecni w prawdziwym życiu. Nie potrafimy się cieszyć, celebrować chwili, być w „tu i teraz”. Oddalamy się od swoich bliskich. Nasze myśli skupione są wokół zadań do wykonania. To powoduje przemęczenie, ciągły stres i bezsenność. Może prowadzić do zawału czy wylewu. Scenariusz nie wygląda różowo.

Jak poradzić sobie z zadanioholizmem?

Wydaje się to straszne, prawda. Jednak takich ludzi ciągle przybywa. Ja sama zawsze uważałam się za dobrze zorganizowaną osobę, jednak zupełnie niedawno uświadomiłam sobie, że mam mnóstwo cech zadanioholika. Zupełnie nieświadomie stałam się zakładniczką swojego kalendarza. Zaczęłam planować każdy dzień praktycznie od rana do wieczora. I zdecydowanie odradzam to innym. Taki system planowania jest niewykonalny, bo wielu wydarzeń po prostu nie jesteśmy w czasie przewidzieć. A wiem z własnego doświadczenia, że to bardzo stresuje i rodzi frustrację. Jeśli również macie problem z narzucaniem sobie zbyt wielu zadań warto zastosować regułę 60/40 tzn. zaplanować 60 % swojego czasu, 20 % przeznaczyć na czynności nagłe, nieoczekiwane, a pozostałe 20 % na czynności spontaniczne. Dzięki temu mamy większe szanse na wykonanie swojego planu, a nawet zrobienie więcej niż oczekiwaliśmy.

Warto przyjrzeć się sobie bliżej i zastanowić się czy przypadkiem nie mamy tendencji do stania się zadanioholikiem albo już nim nie jesteśmy. Według mnie uciekanie w zadania to też pewna forma ucieczki przed życiem – przed emocjami, uczuciami, bliskością. Warto się nad tym zastanowić. Bo życie to coś więcej niż tylko zadania.

 

  • Mi raczej nie grozi, że zostanę zadanioholikiem, ponieważ nie mam problemu ze znajdywaniem czasu na przyjemności i bliskie osoby, o lenieniu się już nawet nie wspominając;). jedyne co, to może mam zadatki na blogoholiczkę;). A ja zapraszam dzisiaj do przeczytania czemu w końcu zdecydowałam się na Disqus oraz na Linkowe Party u Lifestylerki. To świetna okazja, żeby zaprezentować swojego bloga, przeczytać ciekawe artykuły oraz poznać świetne osoby. Serdecznie Cie zapraszam:).

  • Więźniowie kalendarza albo inaczej więźniowie czasu. Chociaż to pierwsze jest bardziej dobitne i odważne bo rzuca rękawicę wszystkim mistrzom zarządzania czasem. Dużo o tej tematyce czytam i podoba mi się to uporządkowanie, jednak zauważyłam, że ludzie często idą o kilka kroków za daleko. Dobrze, że w porę zorientowałam się o tym i sama nie popadłam w tą skrajność. Optymalizacja – to jest rozwiązanie.

    • Optymalizacja – to jest to.
      Ja niestety też zauważyłam u siebie tendencję do popadania w zadanioholizm, na szczęście udało mi się nad tym zapanować.

  • Aktualnie, jeśli mam dłuższe listy rzeczy do zrobienia to zwykle wybieram ok.2 -3 zadania na dzień. W ten sposób mam czas dla siebie i bliskich, no i tez parę rzeczy do wykreślenia z listy. Pozdrawiam 🙂

    • I to jest zdrowe podejście. Pozdrawiam 🙂

  • Mam nadzieję, że mi to nie grozi. Niestety każdy nawyk potrafi przerodzić się w obsesję.

  • Wydaje mi się, że raczej mi to nie grozi…chociaż kto wie, co z czasem się wydarzy. Wtedy na pewno przypomne sobie ten wpis 😉

  • O jejku nie słyszałam o takim uzależnieniu. Ostatnio to bym się mogła zaliczyć do uzależnionych od zadań. Dobrze, że odpoczynek i leniuchowanie umiem zawsze wykorzystać.

  • O tak, łatwo o przesadę. Tymczasem jak we wszystkim należy znaleźć złoty środek, bo pełen spontan bez planowania też nie jest dobry. Pozdrawiam:)

  • Ewa

    We wszystkim trzeba znaleźć równowagę bo inaczej zawsze można dopisać końcówkę -holik. a takie angażowanie się nie służy nikomu ani zaangażowanemu ani jego otoczeniu 🙂

  • Kurcze, chyba jestem zadanioholikiem, bo ciagle mysle, co moglabym zrobic i co mam do zrobienia. Czy to tak bardzo zle, pani doktor? Pozdrawiam serdecznie beata

    • Myślę, że jeśli znajduje się też czas dla bliskich i na odpoczynek to nie ma tak źle 🙂 ale warto zwrócić na to uwagę, bo łatwo stracić równowagę i zacząć za bardzo skupiać się na zadaniach, kosztem innych obszarów życia. Pozdrawiam 🙂

  • Niee… zadanioholikiem nie jestem 😉 Na szczęście. Jestem może nawet zbyt spontanicznym człowiekiem. Jednak wydaje mi się, że potrafię pogodzić planowane z nieplanowanym. Oj, jednak znam sporo takich ludzi. Denerwują się, bo czegoś nie zaplanowali, albo plan nie wypalił. Musi być im ciężko. Ja mam plan, ale nie trzymam się go co do minuty, sekundy, bo chyba bym zwariowała 🙂 Pozdrawiam!

  • Znam sporo osób, które stały się więźniami swoich kalendarzy czy narzucanych na siebie zadań. Nie mówię, że nie warto być produktywnym, ale trzeba mieć umiar. Wyluzować, odpocząć i spędzić dzień gdzie indziej niż przed komputerem/ na załatwianiu spraw, by odhaczyć je potem na liście 🙂

    • Dokładnie, we wszystkim najważniejszy jest umiar 🙂