MAM 30 LAT I JESTEM SAMA

mam-30-lat-i-jestem-sama

Temat dzisiejszego wpisu chodzi za mną już od jakiegoś czasu. To wszystko za sprawą presji środowiska, jaką zaczęłam na sobie odczuwać. Wiem, że wiele osób czuje się podobnie, dlatego postanowiłam poruszyć ten temat.

Tak się składa, że skończyłam już 30 lat i nie mam męża, ani dzieci. Ba! Nie mam nawet chłopaka. I co gorsza nie robię nic, żeby go sobie znaleźć.

Jak Ty się starasz, że dalej jesteś sama?

Wiele osób nie potrafi tego zrozumieć. Ostatnio ciągle słyszę od różnych osób komentarze skierowane w moją stronę typu:

  • „Jak Ty się starasz, że dalej jesteś sama?”
  • „Powinnaś zająć się w końcu czymś pożytecznym, zamiast pisać tego bloga. Po co Ci to? Lepiej zalogowałabyś się na jakimś portalu randkowym i zaczęła sobie szukać męża, zamiast tracić czas.”
  • „Chcesz doradzać innym, a sama nie potrafisz ułożyć sobie życia”
  • „Jak będziesz tak przebierać facetach to nikt Ci nie zostanie.”
  • „Facet jak facet, ale w Twoim wieku to przynajmniej powinnaś być już matką. Znajdź sobie jakiegoś faceta z dobrymi genami i zrób sobie z nim dziecko.”

Jak widać, żyjemy w świecie, w którym rządzą stereotypy. Jeśli ktoś odbiega od „normy” musi liczyć się z tym, że inni zaczną go krytykować oraz udzielać mu mądrych rad.

Niestety te osoby w ogóle nie zdają sobie sprawy, jak wielką wywierają presję. Mnie tego typu komentarze sprawiają czasem przykrość, ale na szczęście nie mają wpływu na moje wybory. Jednak nie każdy ma w sobie wystarczająco dużo siły, żeby poradzić sobie z taką presją. W ten sposób wiele osób zaczyna na siłę szukać związku lub popada w kompleksy i zaczyna czuć się niepełnowartościowym. Bo mam wrażenie, że wiele osób wartość człowieka mierzy właśnie tym, czy posiada się drugą połówkę lub dzieci. Jeśli ich nie masz, to oznacza dla nich, że coś jest z Tobą poważnie nie tak.

Tego typu komentarze skłoniły mnie do refleksji. Zaczęłam zastanawiać się, skąd w ogóle bierze się to, że człowiek, który w młodym wieku nie założył rodziny jest postrzegany jako ktoś gorszy. Wielu myśli też, że bycie samemu sprawia, że jest się zgorzkniałym i nieszczęśliwym.

Czy bycie singlem jest fajne?

Mam 30 lat i jestem sama, jednak nie czuję się z tego powodu gorsza ani nieszczęśliwa. Wręcz przeciwnie. Czuję się szczęśliwą i zadowoloną z życia kobietą. Mam swoje pasje, w których się realizuję i które sprawiają mi mnóstwo satysfakcji. Mam przyjaciół, rodziców, znajomych, osoby, z którymi mogę spędzać czas i na których mogę liczyć. Jestem wdzięczna za wszystko co mam i potrafię cieszyć się małymi rzeczami. Czy fakt, że aktualnie jestem sama ma być powodem do bycia nieszczęśliwą?

Uważam, że absolutnie nie. Czy jest mi dobrze samej? Tak, jest mi dobrze. Ale to wcale nie znaczy, że teraz zacznę się mądrzyć i promować singielskie życie. Nie taki jest cel tego wpisu. Wręcz przeciwnie.  To, że dobrze czuję się będąc singielką nie oznacza, że uważam, że mężczyzna nie jest mi do niczego potrzebny. Absolutnie nie. Ja również chciałabym spotkać miłość i założyć rodzinę.

Praktycznie każdy z nas w którymś momencie życia zaczyna pragnąć stabilizacji i myśli o założeniu rodziny. To jak najbardziej naturalne. Tylko czy fakt, że przekroczyło się magiczną granicę wieku, ma być powodem do tego, żeby porzucić swoje cele, marzenia i pasje, i całą swoją uwagę skupić na szukaniu miłości? Czy to, że zegar biologiczny tyka, ma być powodem do tego, żeby zrobić sobie z kimś dziecko, tylko po to, żeby nie być samemu? Czy na tym polega rodzicielstwo?

Wykorzystaj ten czas jak najlepiej

Nauczyłam się, że w życiu nie ma nic na zawsze. Ludzie przychodzą i odchodzą, podobnie jest z miłością. Nie ma gwarancji na wieczną miłość i związek do końca życia. Poznanie kogoś dziś wcale nie da Ci  gwarancji, że będziesz z tą osobą już na zawsze. Ten związek może równie dobrze zakończyć się za rok, dwa czy dziesięć lat. I co wtedy?

Więc czy warto się tak spinać? Czy warto ulegać presji? Czy warto wiązać się z kimś, kogo nie kochasz, albo z pierwszą lepszą osobą, która będzie Tobą zainteresowana tylko po to, żeby kogoś mieć? Czy ktoś, kto jest sam nie może być szczęśliwy?

Moim zdaniem to nie jest rozwiązanie. Wręcz przeciwnie. Bycie samemu może być jednym z lepszych okresów w naszym życiu. To czas, kiedy możemy zadbać o relację z samym sobą. Możemy lepiej poznać siebie, przepracować swoje problemy i uświadomić sobie, czego chcemy w życiu. To okres, kiedy możemy zadbać o siebie, kiedy możemy się rozwijać, poświęcać czas swojej pasji. To niezależność i wolność, którą warto wykorzystać, bo w którymś momencie możemy za nią zatęsknić.

Warto nauczyć się korzystać z tego co mamy w tej chwili i czerpać z tego przyjemność. To oczywiście nie stoi na przeszkodzie temu, żeby poznawać nowych ludzi czy umawiać się na randki. Jednak uleganie presji może sprawić, że dokona się błędnych wyborów. Wiele osób z tego powodu  wiąże się z kimś, kogo nie kocha, licząc na to, że uczucia przyjdą z czasem. Albo wchodzą w związek z kimś, bo on w końcu „nie jest taki zły”. Albo po prostu wiążą się z kimś tylko dlatego, że ktoś się nimi zainteresował, a boją się, że nikt inny już się nie pojawi w ich życiu. Jak to się kończy? Bardzo często bolesnym rozczarowaniem, rozstaniem lub męczeniem się ze sobą w obawie przed zostaniem znowu samym.

Boisz się zaangażować?

W życiu wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Nie ma sensu na siłę tego przyspieszać. Oczywiście popadanie w skrajności i totalne zamykanie się przed miłością i zaangażowaniem też nie jest rozwiązaniem. Sama wiem z doświadczenia, że będąc przez dłuższy czas singlem, można poczuć się dobrze i bezpiecznie. W związku otwieramy się na drugą osobę i pokazujemy swoje słabości, przez co jesteśmy bardziej podatni na zranienia. Będąc samemu nie ma tego problemu. A to daje złudne poczucie bezpieczeństwa i ochrony przed cierpieniem. Warto zadać sobie pytanie, czy to, że jesteś singlem nie wynika przypadkiem z tego, że podświadomie boisz się zaangażować lub odczuwasz lęk przed zranieniem?

Czego pragniesz w związku?

Wiele razy słyszę, że z wiekiem będzie mi coraz trudniej kogoś znaleźć, bo będę miała coraz wyższe wymagania. I owszem, zgodzę się z tym, że im jesteśmy starsi tym trudniej wejść w związek. Jednak wynika to głównie z tego, że wiemy już czego chcemy od życia i od związku. A przynajmniej doskonale wiemy, czego nie chcemy. Wiemy, na co możemy sobie pozwolić, a jakie zachowania są dla nas nieakceptowalne.

Ja dziś już doskonale wiem, że w związku bardzo ważne jest dla mnie posiadanie wspólnych zainteresowań, zbliżonych wartości oraz podobnego spojrzenia na świat. Wiem, jak ważne jest dla mnie wzajemne zrozumienie i wsparcie. Wiem, że pragnę przy mężczyźnie czuć się kochana i bezpieczna.  Kiedyś próbowałam tworzyć związki bez tego, jednak nauczyłam się, że nie można budować niczego trwałego, jeśli nie ma się solidnych fundamentów.

Co z tym księciem z bajki?

Posiadanie wymagań i fakt, że wie się, czego się chce kojarzy się z jednym. Ona czeka na księcia z bajki! No cóż, tak się składa, że niekoniecznie. Każda z nas ma w głowie obraz idealnego mężczyzny. To fakt. Podobnie jak każdy mężczyzna ma w głowie obraz idealnej kobiety. Jednak tych, które czekają na tego przysłowiowego księcia jest naprawdę niewiele. A to dlatego, że kobieta, która ma już jakieś doświadczenia doskonale wie, że ten książę po prostu nie istnieje. Nie istnieje, bo nie ma na świecie idealnego mężczyzny. Podobnie jak nie ma kobiety idealnej.

Każdy z nas ma swoje zalety i wady. I z wiekiem jesteśmy tego coraz bardziej świadomi. Najważniejsze to nauczyć się akceptować te drugie. I nie próbować na siłę zmieniać swojego partnera. Jednak jeśli z jakichś względów nie potrafimy tego zrobić czasem lepiej sobie po prostu podziękować. Związek to nie tylko motylki w brzuchu, ale też prawdziwe życie, problemy, wzajemne kompromisy. Zbudowanie trwałej relacji wymaga wzajemnej pracy, wzajemnego starania się, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Bycie singielką po 30-tce nie jest wcale łatwe. Trzeba liczyć się z komentarzami i naciskami ze strony bliskich. Do tego każda z nas ma świadomość tego, że wolnych facetów jest coraz mniej, a nam już dawno minął najlepszy pod względem biologicznym czas do rodzenia dzieci. Mimo to nie dajmy się zwariować. Czasem warto poczekać na miłość trochę dłużej, ale wybrać właściwie. Związać się z kimś, z kim będziemy czuć się lepiej niż samemu. Z kimś, kto będzie dodawał nam energii do działania i będzie sprawiał, że będziemy czuły się kochane. Taka miłość najczęściej trafia się zupełnie przypadkiem. Oczywiście czasem można jej trochę pomóc, chociażby wychodząc w miejsca, w których można spotkać osoby o podobnych zainteresowaniach 😉 Najważniejsze, żeby nic nie robić na siłę, albo tylko po to, żeby zadowolić innych. W końcu nasza wartość to nasza osobowość i to, kim jesteśmy, a nie fakt posiadania przy sobie partnera.

 

  • Mam mniej wiosen na karku i do 30 jeszcze daleko, ale przez wiele lat byłam sama i wcale nie było mi z tym źle. Dopiero od kilku lat jestem w związku, w którym odnajduję to czego chciałam. I wcale nie miałam wygórowanych marzeń. Normalne. Tylko, że tym normalnym i zwykłym trudno jest teraz sprostać. Albo może inaczej znaleźć kogoś kto będzie im odpowiadał zwłaszcza kiedy nie jest się super przebojowym jak to teraz jest modne. Naciski są najgorszym co można drugiej osobie okazać. Też się z nimi spotkałam, a teksty zostaniesz starą panną nie były niczym dziwnym. Ale zawsze przypomina mi się moja daleka ciotka,która teraz łapie już blisko setki, a wyszła za mąż po raz pierwszy w wieku 60 😀 Jak widać na każdego przychodzi odpowiedni czas. Tylko nie można szukać na siłę. Życzę Ci z całego serca szczęścia i cierpliwości do tych co Cię nękają. Jesteś wspaniałą, ciepłą i bardzo wartościową kobietą i na pewno byle który facet nie zasługuje na taki skarb!
    Pozdrawiam ciepło! <3

    • Bardzo Ci dziękuję za te ciepłe słowa :*

    • Klaudia

      Ciocia wyszła za mąż mając lat 60? Ale na dzieci już chyba było za późno?

  • Marcin Urbaniak

    Mam 37 i jestem singlem. Też mówią, pytają.. I couldn’t give a flying fu&k 🙂

  • Myślę, że to nie ważne czy jest się w związku czy nie, ale to czy się jest szczęśliwym, to jest najważniejszy wyznacznik. Ludzie uwielbiają wtrącać się w cudze życie, mówić im co jest najlepsze, to jest bardzo trudne, jeśli nie chce się podążać utartym schematem, ale mimo wszystko warto, żyć swoim życiem, bo nikt za nas go nie przeżyje:)

  • Ludzkie opinie :-/ Masz 30 lat i nie masz męża, źle. Jednak czy trwanie w jakimś chorym związku, w którym już dawno miłości nie ma, ale są dzieci i dla nich się męczą – czy to lepsze? Ile takich związków, a raczej małżeństw dookoła, gdzie małżonkowie najchętniej by się pozabijali? Myślę, że jedna i druga sytuacja jest dla ludzi (bycie singlem lub związek), grunt to nie robić nic na siłę, bo na siłę to szafę się przestawia z kąta w kąt 😉

    • Bardzo dobra puenta 😉 ja również uważam, że najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i dokonywać wyborów, które są najlepsze dla nas samych. Każdy z nas najlepiej wie, czego pragnie i jak chce, żeby wyglądało jego życie.

  • Zawsze mnie fascynowało, gdy ktoś (gdy się go o to nie prosi) komentuje i doradza komuś. Jednak nadal nie wiem, co ci ludzie chcą osiągnąć i dlaczego nie potrafią zaakceptować tego, że ktoś jest szczęśliwy na swój sposób. Z reguły jest tak, że ludzie szczęśliwi i zadowoleni ze swojego życia, nie wtrącają się w cudze, także może to jakieś wyjaśnienie. Moim zdaniem każdy ma prawo być szczęśliwy, a jak to osiągnie, to jego sprawa. Także nie słuchaj środowiska, które chce Ci przekonać do swojej wizji szczęścia. To Twoje życie i tylko Ty możesz się nim cieszyć, dlatego rób to, co robisz, w czym jesteś najlepsza i co Ci sprawia frajdę. Żyjemy tak krótko, to żyjmy szczęśliwie przynajmniej 🙂

  • Bycie z kimś to wybór i bycie samemu to wybór. Czasami świadomy a czasami podświadomy. Nie mówię, że lepsze jest toczy tamto, bo wszystko ma swoje plusy i minusy. Na pewno życie singla rządzi się trochę innymi zasadami niż życie człowieka, który ma już swoją własną rodzinę, ale to nie znaczy, że ktoś, kto jest sam nie czuje potrzeby miłości.

  • Michał Częścik

    Powiem Ci tak. Jesteś singlem bo nie znalazłaś miłości. Czy gdybyś poczuła miłość dalej chciałbyś być singlem? Oczywiście że nie. Proste prawda? Ok. Czyli jak mam znaleźć miłość? Zapytasz… Ano zacznij wreszcie żyć. Zacznij ryzykować, gonić pasje nie ważne jak bardzo nierealna by była. Zacznij akceptować porażki. Stań się najlepszą z możliwych wersji samego siebie. Pokochaj siebie!! A wtedy oblokują się w Tobie pewne kanały umożliwiające poczucie miłości. Na razie te kanały są nieczynne a Ty zamiast zrobić porządek to próbujesz przykryć to wszystko kolejną warstwą pudru licząc że ludzie nie zauważą…

  • Ha, właśnie przygotowuję Sylwia artykuł, w którym mówię o tym, żeby właśnie odchodzić od stereotypów, bo te zawężają nasze możliwości i horyzonty. Utarło się, że jeżeli robimy coś inaczej niż inni, to jest to postrzegane czasem jako dziwactwo. Dopiero kiedy okazuje się, że podążaliśmy właściwą drogą, przyznaje nam się rację. Dlatego cały czas wychodzę z założenia, że trzeba trzymać się swojej wersji, postępować według własnych przekonań, kierować własną życiową mądrością i potrzebami. W końcu kto ma być szczęśliwy? W końcu pracujemy na własne szczęście czy innych?
    Pamiętam też presję spowodowaną tzw. zamążpójściem. Na szczęście z obecnym mężem wrzuciliśmy wtedy na luz i ślub wzięliśmy po 5 latach wspólnego życia.
    Mam kilka koleżanek singielek z wyboru – szczęśliwych, spełnionych, wykorzystujących swój czas na karierę zawodową i dbanie o siebie. Nie widzę w tym nic nietypowego, niestosownego, innego, natomiast widzę kobiety żyjące pełną piersią. Przykro mi, że presja z zewnątrz dotyka właśnie Ciebie. A trzydziestka…. najpiękniejszy wiek, mmmmm 🙂

    • Ja też wychodzę z założenia, że warto kierować się swoją życiową mądrością i potrzebami. My sami podejmujemy decyzje i sami ponosimy ich ewentualne konsekwencje.
      A trzydziestka to faktycznie piękny wiek… 😉

  • My kobiety mamy świetną intuicję i to ona pozwala nam dokonywać najlepszych wyborów. Ważne tylko, aby jej nie zatracić i słuchać tego serca równie uważnie jak rozumu. Doradcy znajdą się zawsze, ale prawda jest taka, że każdy z nas ma jedno życie i to od nas zależy w jaki sposób je przeżyjemy. 🙂

    • Intuicja, o której wspomniałaś jest bardzo ważną częścią nas. My sami najlepiej wiemy, czego potrzebujemy w życiu. A uleganie presji sprawia, że zaczynamy tylko zagłuszać swój wewnętrzny głos.

  • Bardzo szczery tekst 🙂 fajnie, że nie ulegasz presji, bo wymaga to dużej odwagi i pewności siebie. Taka samoświadomość to piękna baza do trwałego związku, bo bez akceptacji siebie w całości – razem z tym co dobre i tym co nie do końca nam się podoba nie da się zbudować satysfakcjonującej relacji. A z miłością jest tak jak ze szczęściem – im bardziej się za nią goni, tym dalej ona ucieka. Szkoda, że „dobre dusze”, które próbują wszystkim narzucać własną wizję świata nie potrafią zrozumieć tego, że na wszystko jest w życiu czas i że nie u każdego nadchodzi on tak samo szybko. Pozdrawiam!

  • Długo byłam sama, bardzo długo. Wszystkim opowiadałam, że życie singielki jest super, bo nie muszę się na nikogo oglądać z nikim konsultować, mogę się rozwijać, koncentrować na realizowaniu marzeń. I wiesz.. to były tylko pozory! Bo te wszystkie „plusy” bycia singlem znikały.. kiedy potrzebna mi była druga osoba, kiedy z zazdrością obserwowałam szczęśliwe przyjaciółki, które miały kogoś do kochania, kiedy zwyczajnie dokuczała mi samotność. Dlaczego o tym piszę.. wiele moich koleżanek, już po tym jak znalazły swoją druga połówkę przyznaje, że „radość z bycia singielką” to tylko maska, tak jak było w moim przypadku. Oczywiście zdarzają się też postawy odmienne.. ale to niemal w 100% opinie kobiet samotnych… ciekawe to prawda. 😉
    Zgadzam się z Tobą, że wkurzające wieczne wtrącanie się innych ludzi w nasze życie i tak na prawdę nie musimy się tym przejmować. Ważne jest, jak czujemy się sami ze sobą.. i czy przypadkiem sami siebie nie oszukujemy.

    • Jest dużo racji w tym co piszesz. Często zdarza się, że twierdzimy, że nikogo nie potrzebujemy, mimo, że skrycie marzymy o miłości. Jednak nie zgodzę się z Tobą, że nie można być szczęśliwym będąc samym. Osoba, która ma dobrą relację z samym sobą jak najbardziej może czerpać radość i satysfakcję z życia nie posiadając partnera. Oczywiście, szczęśliwy związek z osobą, którą się kocha może to życie jeszcze bardziej dopełnić i sprawić, że będziemy jeszcze bardziej szczęśliwi. Ale tylko wtedy, jeśli czujemy się kochani i wybieramy odpowiednią osobę. Bycie z kimś, kto źle nas traktuje lub z kimś kogo się nie kocha może sprawić wręcz, że będziemy nieszczęśliwi.Będąc w nieodpowiednim związku można czuć się jeszcze bardziej samotnym, niż będąc singlem. Ja osobiście uważam, że szczęście jest w nas i tam powinniśmy go szukać.

      • Oczywiście. Gdy nie czujemy się dobrze w swojej skórze.. to i związki będą leżeć. Tak samo nie jestem zwolennikiem zachowania: „niechby pił, niechby bił.. byle by był”. Absolutnie nie neguję możliwości bycia szczęśliwym żyjąc samotnie. Opisałam tylko moje doświadczenia i obserwacje. Każdy z nas jest inny i nie każdy nadaje się do permanentnego życia w pojedynkę.

  • Świetnie o tym napisałaś…Nie znoszę takie stereotypowego myślenia. Jesteś singielką i dobrze Ci z tym, to najważniejsze. Miłość jest darem na który warto poczekać. Realizujesz własne pasje, rozwijasz się…na prawdziwą miłość warto czekać:)

    • Dziękuję! Też tak uważam 🙂

  • Uleganie presji otoczenia, to jedna z bardzie niemądrych rzeczy jakie można by zrobić. Na wszystko przychodzi czas. Ja mam 28 lat i jestem od ponad roku mężatką, u mnie znów część otoczenia dziwi się, dlaczego nie mam jeszcze dzieci, przecież czas mija… ale to a przeżywam moje życie, nikt inny. Ludzie powinni mieć w sobie trochę więcej elastyczności i zrozumienia, że nie każdy idzie stereotypową ścieżką 🙂

    • Dokładnie, każdy z nas sam przeżywa swoje życie. Nikt tego za nas nie zrobi. Dlatego warto słuchać siebie, a nie innych 🙂

  • Sylwia, cudowny, mądry, przemyślany i bardzo przejmujący tekst. Chciałabym, żeby więcej kobiet myślało w ten sposób. Wrzucę go do następnej Szkatułki, niech się niesie po sieci 🙂

    • Dziękuję Ci za te ciepłe słowa ;*

    • Dzięki Ci za niego Małgosia, gdyby nie Ty pewnie by nie udało mi się na niego trafić. A to tak bardzo o mnie. 😉

      M.

    • Ana

      Trafiłam do wpisu dzięki Twojej szkatułce właśnie i bardzo Ci dziękuję – sama pewnie szybko bym tu nie trafiła, a to tak bardzo mój świat! Mogłabym podpisać się pod każdym słowem Sylwii. Sama dopiero za nieco ponad rok skończę „już” 30 lat, ale też nie mam męża, ani dzieci. Ba! Nie mam nawet chłopaka. I mimo że ten stan ma swoje zalety, mimo że nie czekam na księcia z bajki, to niestety czuję presję otoczenia. Zwłaszcza podczas kolejnych wesel coraz młodszych koleżanek, bo wtedy narastają te „dobre” rady i komentarze, które wcale nie są przyjemne – bo ja też bym chciała założyć tę białą suknię. Ale to wcale nie znaczy, że dla niej zmienię życie, plany, marzenia, rzucę wszystko i polecę na pierwszego faceta, który się nawinie. Bo to przecież nie o to chodzi, by z kimś być dla samego bycia w związku, prawda?

  • Pod koniec roku skończę 30 lat, fakt, mam męża i 4,5 letnie dziecko, ale moim znajomym, które mają ten sam dylemat o którym piszesz, i męczy je presja otoczenia, mówię, że byłabym w tej samej sytuacji gdyby nie fakt, że mój mąż jest 9 lat ode mnie starszy. Gdybym cudem na niego się nie natknęła, a tak właśnie było, i nadal otaczała się wśród rówieśników, byłabym dziś pewnie albo singielką albo w luźnym związku. Czasy się zmieniły, wśród nas, ludzi w podobnym wieku nie istnieje pojęcie starej panny, bezdzietnej, wszyscy czerpiemy z życia, a nawet mam wrażenie że jak ktoś zakłada rodzinę w wieku dwudziestu paru lat to rówieśnicy reagują nie zazdrością a współczuciem. Fakt, że starszemu pokoleniu ciężko jest wytłumaczyć, że mamy inny tryb życia i inne priorytety. Powiem Ci że ludzie chyba po prostu uwielbiają wtykać nos w nie swoje sprawy. Ja nieustannie słucham kiedy drugie dziecko, dziwne uwagi, kąśliwe komentarze, że moje dziecko jako jedynak jest „gorsze” i go „zmarnuję”. Na święta czy urodziny nie dostaję normalnych życzeń, tylko „córeczki do pary”. Wcześniej mnie to wkurzało, teraz często jest mi po prostu przykro, z braku sił już na takie wścibskie zachowania. Tak więc niezależnie od tematu, to się nigdy nie skończy, nawet jak już będzie ten facet, to kiedy ślub, potem kiedy dziecko, potem kiedy drugie, a jak drugie tej samej płci to o zgrozo – kiedy kolejne, bo przecież musi być parka. Paranoja !
    !

    • Masz rację, jakiekolwiek nie byłyby nasze wybory, zawsze znajdą się osoby, którym to nie będzie pasować. Ludzie patrzą na innych przez pryzmat własnych wartości i stereotypy wśród których się wychowywali. Niestety nie rozumieją, że to, co im wydaje się dobrym „sposobem” na życie, w rzeczywistości wcale takie nie musi być. Nie potrafią przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć inne cele i wartości w życiu.
      Czasem trudno odciąć się od komentarzy otoczenia, zwłaszcza jeśli dotyczą spraw nam bliskich. Mimo to nie warto ulegać presji. Mamy jedno życie więc przeżyjmy je w zgodzie ze sobą i swoimi potrzebami 🙂

      • Dokładnie, jedyny wybór to puszczać to mimo uszu i nie brać do siebie tego typu komentarzy 🙂

  • Mam wrażenie, że takie szufladkowanie wyzwolonych, niezależnych kobiet, które nie ciągną do ołtarza pierwszego lepszego ‚księcia z niebajki’ jest typowe dla Polski. nie oszukujmy się – w innych krajach, zachodnich, kobiety w dużo późniejszym wieku decydują sie na dzieci i małżeństwa (o ile w ogóle, bo przecież wygodniej jest żyć bez ślubu, a np w Holandii związek partnerski jest uznawany prawnie). Ja usłyszałam kilka razy pytania, czy mogę mieć dzieci – bo przecież mam 30 lat i jeszcze ich nie mam, to coś musi być ze mną nie tak! 😉 ehhh, czasem witki opadają… 😛

  • Ożeniłem się mając 31 lat, do tego momentu byłem „wiecznie” sam i ciągle słyszałem podobne argumenty w stylu: „za słabo się starasz” i ta samotność jeszcze bardziej mi dokuczała.
    Pewnego rodzaju jedna koleżanka powiedziała kiedy siedzieliśmy gdzieś całą ekipą: „Toni jest starym kawalerem z wyboru. Żadna go nie wybrała.”
    Tak to miało być dowcipne.
    Stereotypy rządzą światem od dawna, tylko tak na prawdę co to są te stereotypy i na co komu potrzebne? Nic przeciwko komuś, ale weźcie sobie na przykład: – Wyjdziesz za mąż w wieku 18 lat, do roku pojawi się dziecko i co potem? W najlepszym przypadku ockniesz się za kolejnych lat 18 kiedy będziesz 36-letnią babcią.

    Jeśli tobie jest dobrze w stanie jakim jesteś to nie przejmuj się ludźmi, oni najczęściej patrzą na ciebie wg swoich kryteriów, które wcale nie muszą być dobre. Moje pewne motto mówi: „Jeśli ktoś ma problem z czymś we mnie to jego problem”.

    Jeśli jednak niedobrze ci w tym stanie to i tak nie zwieszaj głowy zastanawiając się co takiego robisz źle, po prostu jak ktoś mądry powiedział: „Wszystko ma swój czas”.

    Argument, że chcesz radzić komuś w blogu nie znając się na czymś bo nie jesteś ani matką ani mężatką, powiedział ktoś, kto nie czyta twojego bloga. Nie zauważyłem byś się wymądrzała. W żadnym wypadku nie przestawaj pisać.

    Nie jesteś gorsza dlatego, że singielka. Bardzo ciekawy post, który pokazuje, że jesteś kimś wartościowym i normalnym człowiekiem. 30-tka na karku to jeszcze nie koniec świata. Patrząc ze swojego punktu widzenia to wielki plus, ponieważ masz więcej czasu na to by zastanowić się nad tym z kim chcesz być i jaką chcesz być dla tego wymarzonego. Nie wierz plotkom, że wolnych mężczyzn jest coraz mniej, chociaż podobno coś w tym jest, że ci fajni już są żonaci 😉
    Wolni nadal gdzieś są tylko wasze drogi się jeszcze nie skrzyżowały.

    Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    • Dziękuję Ci za ten komentarz. Bardzo miło było go przeczytać. Chciałabym, żeby każdy patrzył na życie w taki sposób jak Ty 🙂

      Pozdrawiam 😉

      • Wierz mi, że moje spojrzenie na życie i wykorzystywane motto: „Jeśli ktoś ma problem z czymś we mnie to jego problem” jak i inne kwestie potrafią przysporzyć nieprzyjemnych sytuacji w życiu, ale wychodzę z założenia, że najważniejsze jest być sobą – oczywiście bez skrajnych przypadków 😉

  • Nawet nie wiesz jak bardzo utożsamiam się z tym tekstem! Mam 23, a już czuję presję znalezienia sobie męża, bo jeszcze chwila i powiedzą o mnie ,,stara panna!” To jeszcze niestety stare myślenie zeszłych pokoleń kiedy faktycznie brano śluby w bardzo młodym wieku. Dzisiaj to już odchodzi do lamusa, ponieważ ludzie często przede wszystkim stawiają na rozwój osobisty, wykształcenie i pracę – nie abym uważała, że jedno się z drugim wyklucza, ale niektórzy faktycznie tak uważają. Sama uważam, że każdy powinien żyć według swojego uznania, chce zakładać rodzinę wcześnie? Super! Znalazł wcześnie odpowiednią osobę? Jeszcze lepiej! Jeżeli jednak nie to co: mamy szukać na siłę, aby tylko inni nie gadali? Dajcie spokój! To nasze życie i nasze wybory. 🙂

    • Dokładnie! Nie ma sensu uleganie presji, bo prawda jest taka, że cokolwiek byśmy nie zrobili znajdą się osoby, którym coś nie będzie pasować. Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. W końcu to nasze życie 🙂

  • Mam 29 lat, jestem sama i zupełnie mam „gdzieś” to czy się to komuś podoba czy nie. Jak na razie nawet nie czuję chęci posiadania męża i rodzenia dzieci. Uważam, że każdy z nas ma swoje życie i powinien żyć TYLKO swoim życiem, nie czyimś. Co komu do tego co robi inna osoba ze swoim. Każdy sam podejmuje decyzje, każdy powinien podejmować je w zgodzie ze sobą, a nie patrzeć na innych. Pozdrawiam 🙂

    • Zgadzam się z Tobą. Najważniejsze to postępować w zgodzie ze swoimi wartościami, swoją wewnętrzną mądrością i swoimi potrzebami. My podejmujemy decyzje i my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Nikt inny nie przeżyje życia za nas. Pozdrawiam 🙂

  • Mogłabym się podpisać pod każdym słowem. Mam identyczna sytuację – za 5 miesięcy stuknie mi 30-tka, nie mam męża, dzieci, ba! nawet chłopaka. Spotkania rodzinne – wesela, chrzciny od kilku lat sprowadzają się do dobrych rad ze strony ciotek i babć. „Że pewnie mam za wysokie wymagania”, „Że pewnie czekam na księcia z bajki”, „Że nie istnieją ideały”, „Że za mało się staram”, „Że pewnie liczy się dla mnie wyłącznie kariera””Że za kilka lat będę stara, samotna i zgorzkniała” itd.

    Nie jest to przyjemne. Nikt z nich n ie pomyśli, że CHCĘ mieć rodzinę, męża, dzieci. Ale czy to ma oznaczać, że w imieniu źle pojętego oczekiwania otoczenia mam skoczyć na pierwszego faceta z brzegu? Że mam zagryźć zęby i być wdzięczna, że ktoś zechciał ze mną być, bo jako „stara panna nie powinnam wybrzydzać”? Lepiej złapać pierwszego lepszego zainteresowanego „samca do zapłodnienia” a później przez resztę życia skazywać swoje dzieci na mękę bo mama nie znosi ich tatusia i nie może na niego patrzeć?

    Moje życie potoczyło się tak a nie inaczej z różnych powodów. Kariera czy wygórowane oczekiwania, na pewno nie były jednym z nich. Ale nie mam ochoty, a co więcej powinności, za każdym razem się tłumaczyć jaki jest powód, że wciąż jestem sama.

    Drażni mnie, że społeczeństwa widząc samotną 30-latkę, która ma fajną pracę, podróżuje itd. od razu przyczepiają jej łatkę samolubnej/”nowoczesnej”/wyzwolonej/przeciwniczki więzów małżeńskich. Nie jestem przeciwniczką małżeństwa. Wręcz przeciwnie. Mam wielkie szczęście, a może nieszczęście, być dzieckiem pary, która po trzydziestu paru latach wciąż patrzy na siebie z miłością, łapie się za ręce i tańczy w kuchni do ulubionego kawałka, który właśnie leci w radio. Oczywiście, że się kłócą, mają ciche dni i awantury. Ale są nawzajem swoją opoką, schronieniem. Widzę w spojrzeniach mojego taty kierowanych w kierunku mamy ogrom miłości. Mimo, że daleko jej do szczupłej i pięknej nastolatki w której się kiedyś zakochał. Czy to grzech, że chciałabym mieć coś podobnego? Coś równie prawdziwego? Coś równie trwałego? Czy mam zadowolić się substytutem, bo społeczeństwo/otoczenie wymaga, że w tym wieku powinnam mieć męża i dziecko?

    • Moim zdaniem chęć związania się z osobą, którą pokochamy ze wzajemnością, z którą pójdziemy przez życie ramię w ramię, z którą będziemy się wzajemnie rozumieć i wspierać, nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie. Według mnie świadczy o dojrzałości. O tym, że chcemy stworzyć trwały związek i prawdziwą, ciepłą i kochającą się rodzinę. Że pragniemy stworzyć dobry, ciepły dom swoim dzieciom. Bo dzieci bardzo przeżywają to, że rodzice nie są ze sobą szczęśliwi i że się ze sobą męczą. Często winę za kłótnie rodziców biorą na siebie.

      Każda z nas wie najlepiej czego chce w życiu. To że kobieta spełnia się zawodowo czy podróżuje również nie jest niczym złym. Ja również podróżuję i wykorzystuję ten czas najlepiej, jak potrafię. W końcu czy fakt, że jesteśmy same ma być powodem do zamknięcia się w domu i użalania się nad sobą?

      Każdy z nas ma prawo do szczęścia i do życia w zgodzie z własnymi wartościami i potrzebami.

      Życzę Ci wytrwałości w radzeniu sobie z nieprzyjemnymi komentarzami. Podążaj za swoimi wartościami, bo one świadczą o Twojej dojrzałości. Niech wszystko w Twoim życiu potoczy się po Twojej myśli :*

    • Wspaniale ujęte!

      M.

  • Sylwia, brawo za tekst, odwagę i postawę. Jesteś szczera od samego początku i głosno mowisz, co Ci pasuje, a co nie. Nie Ty sama borykasz się z presją otoczenia na ten temat, jednak mało która stawia sprawe jasno, tak, jak Ty.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem i kibicuję Ci mocno. Niech wszystko idzie po Twojej mysli! :*

  • Chciałabym Ci pogratulować samoświadomości i mądrego korzystania z tego czasu – ja tak nie umiałam, nie cieszyła mnie „samotność”, siedziałam i się użalałam nad sobą. Ten czas minął. Mam 25 lat, mój mąż 21 i spodziewamy się dziecka – uwierz i że nas się czepiają – „Nie za wcześnie?”, „Nie chcieliście poczekać?”, „To wpadka?”. Nigdy nikomu się nie dogodzi 🙂

    • Dziękuję Ci za te miłe słowa. Cieszę się, że u Ciebie ten gorszy czas już minął. Masz rację, trudno dogodzić innym. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będą podobały się nasze decyzje. Wy jesteście szczęśliwi i to jest najważniejsze 🙂

  • Ale się cieszę, że poruszyłaś tutaj tę kwestię, naprawdę! Co prawda nie dotyczy mnie ona bezpośrednio, ale bliskiej mi osoby. Uważam, że każdy ma prawo do układania sobie życia tak, jak ma na to tylko ochotę i nikt nie ma prawa narzucać nam czegokolwiek. Często będąc na spotkaniach rodzinnych słyszę jak do M. ciągle mówią: „no masz już w końcu kogoś?”, „przyprowadź wreszcie jakiegoś kawalera”. No właśnie i w tym jest szkopuł bo ten wybranek to nie ma być „jakiś tam” tylko to powinna być osoba z którą chce się razem podążać przez życie, a nie tak zwana zapchaj dziura.
    Druga kwestia o której też pisałaś, jest para mają po te 20 parę lat, miłość kwitnie, ślub,dziecko i po dwóch latach…rozwód i gdzie to idealne małżeństwo, które miało trwać do końca życia, znów są singlami tyle, że z przeszłością i mają jeszcze dziecko.
    Życie singla też jest fajne obserwując otoczenie, tylko gdyby ten singiel nie był atakowany z zewnątrz. Grunt to mieć pozytywne nastawienie i wtedy jest jakoś łatwiej.

    Pozdrawiam Cię cieplutko :*

    • Pozytywne nastawienie z pewnością się przydaje 😉
      Pozdrawiam serdecznie ;*

  • Ja uważam, że to jest indywidualny wybór każdego! 😉 Wręcz podziwiam osoby, które nie idą za tłumem, bo „tak wypada”. Ja co prawda męża mam, ale dlatego, że udało mi się znaleźć idealnego dla mnie kandydata. Natomiast nie chcemy mieć na razie dzieci i niestety otoczenie tego nie rozumie. Co spotkanie rodzinne to głupie komentarze, że najwyższy czas i na co czekać. Pamiętajmy jednak, że to nasze życie, a nie innych! i Żyjmy po swojemu! 😉

    P.S. Bardzo mądry tekst! 😉

    • Dziękuję 🙂
      Masz rację, żyjmy po swojemu! 😉

  • anka

    moim zdaniem wiek nie świadczy o tym, czy ktoś już jest gotowy na związek czy nie. Chodzi o samoświadomość, poznanie siebie, swoich potrzeb, pragnień, misji, mocnych stron. Wtedy zdecydowanie łatwiej jest zbudować dojrzały związek. Z punktu widzenia prokreacji niestety czas jest dla nas bezlitosny. Mam niestety dużo znajomych, które gdzieś przegapiły „ten” moment a potem okazało się, że na dzieci jest już późno… ;(

  • madebysoyal.blogspot.com.tr

    Ciekawe i trafne przemyślenia. Sama przez to przeszłam. Co prawda jestem teraz mężatką ale zaczęła się kwestia pytania o dzieci. Wszystkim nie dogodzi. Związki „na siłę” niestety nie mają przyszłości. Jeśli związek opiera się jedynie na strachu przed samotnością to zakończy się wcześniej czy później. Niestety straconego czasu nie odzyskamy, a można go wykorzystać na samorozwój, pasje. Jeśli będziemy szczęśliwi ze sobą i „otwarci na świat” to przyciągniemy takie same osoby. Życzę wszystkim zakochanym czy singlom samych radości, miłości i uśmiechu na codzień. Czekam na kolejne posty!

    • Dziękuję 🙂 Zgadzam się z Tobą, kiedy jesteśmy szczęśliwi ze sobą i „otwarci na świat”, w naszym życiu zaczynają pojawiać się takie same osoby 🙂

  • Każdy z nas inaczej układa sobie zycie i to tylko jego osobista sprawa, kiedy i czy w ogóle będzie się wiązał z drugą osobą. Dziwne komentarze osób postronnych to ich problem.

  • Jedyny plus, mnie nikt nie tyka, że jestem sama. A może po prostu z powodu problemów zdrowotnych rodzina uznaje, że to zrozumiałe, normalne i tak być powinno? Jestem przed 30, jestem sama i nie jest mi z tym dobrze. Nie szukam nikogo na siłę, czekam, co przyniesie los. Ale tak, chciałabym posłuchać takich tekstów pod swoim adresem. Czuje się jak trędowata teraz, serio. Będę szukać przyczyny, dlaczego rodzina mi takich tekstów nie serwuje.

    • Wiesz, a może Twoja rodzina ma po prostu zdrowe i racjonalne podejście do tego czy ktoś jest w związku czy nie.

  • Drażni mnie tak normalnie, bo babsku, włażenie komuś z buciorami w życiorys. Każdy żyje tak jak chce – ponosi tego konsekwencje (chodzi mi tu np o „chcę mieć 6 dzieci – świadomie ” więc później nie narzekaj że masz sześcioro dzieci – chciałaś z wyboru i świadomie) tak samo jest z innymi ludźmi – to są nasze wybory. Dobre czy złe ale nasze – i nikt nie powinien mieć prawa do negowania ich

  • Karolina Kłosińska

    Cudowny wpis! Może nie powinnam się wypowiadać, bo mam dopiero 18 lat, ale uważam, że nie można być z kimś na siłę. Druga osoba ma być dla nas siłą, tak abyśmy razem tworzyli jedność, wspierali się nawzajem, pomagali i motywowali w każdej sytuacji, nie rozumiem związków dla związku, a wśród moich rówieśników to praktycznie 1/4… Myślę, że do bycia samemu też trzeba dojrzeć i być dla siebie tą siłą, którą w przyszłości możliwe, że stanie się ktoś inny. Życzę Pani dużo szczęścia i proszę się nie przejmować opiniami innych, widać, że kocha Pani samą siebie, a to najważniejsze!
    Pozdrawiam i zapraszam też do siebie 🙂 https://mierzwyzej.wordpress.com/

    • Dziękuję!
      P.S. To „Pani”,jest zupełnie niepotrzebne, nie jestem znowu taka stara 😉

  • Jak dobrze, że tu trafiłam, mogłabym śmiało się podpisać pod każdym słowem. Każdym. Jesteśmy jak widzę na podobnym etapie życia, i … potencjalnie spotykamy się z podobnymi społecznymi reakcjami na taki stan rzeczy, który aktualnie ma miejsce.

    Osobiście często zdarza mi się zetknąć wręcz (serio) z dyskryminacją mnie czy kąśliwymi (bardzo) uwagami, wynikającymi tylko z tego faktu, że jestem i mieszkam sama.

    Ściskam mocno i wszystkiego dobrego, Kochana 😉

    Magdalena.

    • Doskonale wiem, o czym piszesz. Taka dyskryminacja wynika z niezrozumienia i stereotypów, którymi kierują się inne osoby. Nie jest łatwo się od tego odciąć, ale zawsze warto pamiętać o tym, że tak naprawdę nie my mamy problem, tylko osoby, które nas dyskryminują.
      Najważniejsze, żebyśmy pozostały wierne swoim wartościom i kierowały się głosem swojej intuicji i rozsądku.

      Ściskam równie mocno i życzę Ci wszystkiego dobrego :*

  • Jak nie masz faceta, pytają kiedy będziesz mieć. Jak masz faceta, pytają kiedy ślub. Jak jesteś po ślubie, pytają kiedy dziecko. Jak masz dziecko, pytają kiedy kolejne… To jest niekończący się ciąg oczekiwań, których nie da się zaspokoić, bo każdy ma swój własny pomysł na innych, dlatego trzeba żyć swoim życiem i na swój temat 😉 Kiedy przeczytałam Twój tekst, od razu przyszła mi do głowy piosenka Hey i tekst Nosowskiej „Cudzoziemka w raju kobiet”: Zatem, aby było jak w jej refrenie. Miejmy to gdzieś 😉 Pozdrawiam Cię Sylwio 🙂

    • Popieram ten tekst 😉
      Pozdrawiam 🙂

  • Pingback: #Last month, czyli kwiecień 2016 w zdjęciach - Zielona Karuzela()

  • Niedługo skończę 27 i również jestem sama. Doskonale Cię rozumiem. Komentarze rzucane tu i ówdzie zaczynają porządnie denerwować, a ja nie chcę nic na siłę. Wierzę, że kiedyś w końcu znajdę tę swą połówkę. Swoją drogą myślę, że niestety dotyczy mnie ta obawa przed związkiem, zbliżeniem… Ale pracuję nad tym. Powodzenia w spełnianiu swoich marzeń 🙂

    • Dziękuję 🙂
      Wiesz jeśli masz świadomość tego, że boisz się bliskości i związku to jest to już połowa sukcesu. Powodzenia w pracy nad sobą 🙂

  • Swietnie to ujelas! Nic dodac nic ujac. wiec wyobraz sobie, jaka presje w Polsce czuje ja, 34 lata, spelniona singielka 🙂 Tzn jak przyjezdzam do Polski, bo w Brukseli gdzie mieszkam i pracuje na codzien, nie slysze takich komentarzy, moja sytuacja jest normalna i jest wiele osob w podobnej sytuacji. A dwa ze nikt nie daje sobie prawa komentowania tak prywtanych rzeczy, nie pyta o dzieci, malzenstwo etc. Niestety, jakkolwiek by to nie zabrzmialo, jest to troche polskie 😉 Nigdy tez nie slysze takich komentarzy w rodzinie,a raczej od dalszych znajomych, ktorzy daja sobie takie prawo!Patrza czasem, z tym pytajnikiem, co musi byc ze mna nie tak 😉 dopowiadajac sobie tysiace roznych scenariuszy hahaha..sa to osoby, ktore zazwyczaj nie potrafia wyjsc poza pewne ramy, pomyslec „out of the box”… I absolutnie nie jestem promotorka singielskiego zycia, nie ubarwiam takiego zycia, ale tez nie mysle ze jest ono tragedia, na pewno nie 🙂 chcialabym miec rodzine, dzieci w przyszlosci, ale nic na sile..Czasem zycie uklada sie tak a nie inaczej. Nie bede w zwiazku z kims tylko dlatego,zeby spelnic oczekiwania spoleczne, wpisac sie w ramy. Zyje po swojemu, od dawna szlam swoja sciezka. A w zyciu tak sie uklada, ze nie kazda milosc trwa wiecznie. Czasem pewne rzeczy nie wychodza, czlowiek jest sam, ale nie uwazam zeby bylo to zycie wybrakowane. Wrecz przeciwnie! Ja w miedzyczasie nie mam zamiaru czekac nieszczesliwa z zalozonymi rekami. .Zyje pelna para. Realizuje sie zawodowo, zyje i pracuje w bardzo miedzynarodowym srodowisku,poznaje ludzi i kultuy z calego swiata, realizuje swoje pasje. Po wielu latach od studiow, znow studiuje 🙂 Wybralam sie juz 2 razy w samotne podroze, wychodzac ze swojej strefy komfortu (raz do Brazylii,a drugi raz czesc podrozy bylam sama w Tajlandii) ktore nauczyly mnie wiecej niz moglam sobie wyobrazic. I tych ludzi napotkanych, dyskusji, pieknych momentow, cieszenia sie zyciem, odkrywania swiata , nikt i nic mi nie zabierze!!! Ucze sie jezykow, podrozuje z przyjaciolmi. Mam nowe plany na rozwoj, pracuje nad soba. Czuje sie szczesliwa, choc wlasna rodzina jest na liscie moich priorytetow, to i tak czerpie z zycia garsciami! A milosc, ta prawdziwa mam nadzieje pojawi sie w odpowiednim momencie! A w miedzyczasie mam zamiar czerpac z zycia, cieszyc sie nim i rozwijac. Od zawsze wybieralam swoje sciezki, wyjechalam z Polski szukajac wlasnie wiekszej otwartosci. I choc tesknie za Polska bardzo i nie wykluczam powrotu, to wlasnie mentalnosc wrzucania wszystkich do jednego worka, brak tolerancji, ramy spoleczne- to jest cos co mi przeszkadza w Polsce. Pozdrawiam bardzo serdecznie z Brukseli!!!

    • Świetnie, że żyjesz pełną piersią i masz wokół siebie ludzi, którzy nie
      mają z tym problemu. Potrafisz korzystać, z tego co przynosi życie i to
      chyba właśnie o to chodzi 😉
      Gratuluję Ci odwagi do tych samotnych podróży! To musi być niezwykłe doświadczenie i udowodnienie sobie, że możesz wszystko. Ja jeszcze nie odważyłam się na samotną wyprawę 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Niestety przykre jest to, że jeszcze (na całe szczęście to się powoli zmienia) kobiety oceniane są przez pryzmat tego, czy mają rodzinę i dzieci. Dlaczego nikt nie pyta 30letniego faceta, kiedy założy rodzinę? W tym wypadku wszyscy twierdzą, że koncentruje się na karierze itd. U kobiety będzie to ujmą. Przecież nie powinna się rozwijać, samorealizować, mieć własnych pasji tylko cały czas poświęcić na szukanie odpowiedniego (albo w sumie jakiegokolwiek) kandydata na męża.

  • Ostatnią rzeczą jaka należy się przejmować to opinia innych. A wypowiadana w sposób, jaki przytaczasz to dno, dlatego nie warto się kopać z koniem. Głupi nie wie, że jest głupi i trzeba się z tym pogodzić 😉

  • To przykre, że w XXI wieku, kobieta jest przez wiele osób oceniana przez pryzmat tego, czy znalazła sobie faceta i założyła rodzinę. Nawet w przypadku kobiet odnoszących sukcesy, kobiet z pasją, słyszy się komentarze ” ona biedna tylko w pracy siedzi, ale co ma robić, jak chłopa nie ma”. Nie warto się przejmować tym, co mówią inni i tracić cenny czas, zamiast żyć własnym życiem i cieszyć się z tego co mamy. Pozdrawiam

  • Najlepiej odciąć się od tej bezsensownej krytyki i zupełnie nie zwracać na nią uwagi. Kto w ogóle dał ludziom prawo do wtrącania się w życie innych osób i wymądrzanie się na tematy, które ich nie dotyczą. Trzeba żyć w zgodzie ze sobą, a nie pod czyjeś dyktando. Polecam artykuł na ten temat: http://martella.com.pl/jak-zyc/

  • Wiele osób, które znam, będących singlami cieszą się tym „stanem”, choć po dłuższej rozmowie stwierdzają, że jednak fajnie byłoby mieć kogoś u swego boku. Zawsze jednak twierdzą, że nie wiedzą czy podołają w jakimkolwiek związku. Mi osobiście czasami brakuje tej beztroski, która towarzyszyła mi podczas bycia singielką, ale z kolei nie umiem sobie wyobrazić życia bez męża 🙂

  • Bardzo mądry wpis! Bardzo dobrze Cię rozumiem i wiem jak bardzo inni chcieliby wywrzeć wpływ na nasze życie. Właściwie w każdej możliwej sferze, gdzie tylko odkryją, że mają coś innego do powiedzenia. Jeszcze z 5 lat temu nie umiałam się bronić i często poddawałam się, jednak miarka się pewnego razu przebrała i od tego czasu żyje po swojemu i robię to, co jest zgodne ze mną i moimi przekonaniami. Przykre jest, że w dzisiejszych czasach ludzie nie umieją żyć swoim życiem, tylko próbują kiedy tylko się da wciskać nos w cudze.

  • Pingback: Miesiąc zblogowAny (14/15/16): kwartał zza kurtyny (cz. 1) - Świat zblogowAny()

  • Czasami zazdroszczę singielkom. Takie życie na pewno ma swoje plusy. Myślę, że jednak bliscy martwią się, co będzie dalej, gdy jest się starszym. Wówczas wsparcie rodziny jest nieocenione.

  • Najważniejsze to umieć być samemu ze sobą, dobrze bawić się we własnym towarzystwie, nie bać się własnych myśli. Wtedy ma się pewność, że jeśli z kimś będzie się chciało związać to będzie to faktyczna decyzja, a nie akt desperacji. Rzeczywiście otoczenie bywa upierdliwe zadając pytania, oceniając albo doradzając. Jednak ludzie, którzy komentują czy jest się w związku czy nie później komentują czy ma się ślub czy nie, później czemu nie ma dziecka, później czemu tylko jedno i tak w nieskończoność, więc warto przestać ich słuchać lub dosadnie ich poprosić żeby się nie wtrącali.

    • Niestety, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą się wtrącać i komentować, niezależnie od tego, co byśmy nie zrobili. Dlatego warto się od nich odciąć i nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą 🙂

  • Kasia Makarska

    U mnie to już 34 latka i. nadal sama. Wcześniej miała parcie żeby kogoś znaleźć, zostać mamą. A teraz jakoś mi to „lotto”. Tzn. chciałabym mieć kogoś ale nie szukam już na siłę.
    Może za dużo razy byłam zraniona. A może po prostu mój przyszły powoli nadchodzi. 😀 Piechotką chyba. 😉

    • Przyjdzie w końcu 🙂 czasem lepiej poczekać dłużej, ale na odpowiedniego faceta. Prędzej czy później taki zjawi się w życiu każdej z nas 🙂

  • Klaudia

    Nie wiem czy czyta Pani komentarze przy wpisach opublikowanych już jakiś czas temu, ale i tak chciałabym się wypowiedzieć.

    Mam 24 lata. Nigdy nie byłam w żadnym związku, nigdy nawet nie byłam na randce ani nie całowałam się z mężczyzną. Nie udało mi się również nawiązać prawdziwych, trwałych przyjaźni. Dwa razy w życiu wydawało mi się, że znalazłam przyjaciela, ale myliłam się. Te osoby zawsze odchodziły. Kiedy obchodziłam urodziny trzy miesiące temu, prawie nikt nie złożył mi życzeń. Jest mi bardzo przykro. Myślałam, że studia będą miejscem, w którym uda mi się znależć mężczyznę. Nic takiego się nie wydarzyło. Nikt nawet nie zaproponował mi wyjścia na kawę. Jeżeli chodzi o urodę, nie jestem typem lalkie Barbie i nigdy nie byłam, ale strachem na wróble chyba też nie jestem. Spotykam kobiety, które mają mężczyzn i zastanawiam się co ze mną jest nie tak? Te kobiety nie są ani zadbane, ani eleganckie, ani szczególnie miłe, są niedbałymi matkami, a mimo to mężczyźni są nimi zainteresowani. Nie pójście na nawet jedną randkę nalezy traktować jak porażkę dla osoby w moim wieku.

    Czuję się tak jakbym nie istniała. Mam poczucie, że nic mnie już nie czeka. Jestem bardzo zmęczona całą sytuacją- zmęczona przede wszystkim psychicznie. Nie mam głowy wypełnionej obrazkami związku i małżeństwa jak z bajki albo opery mydlanej. Nie oczekuję niewiadomo jakiej miłości. Chcę stabilności, lojalności i wspólnego widzenia świata. Są osoby, które dokuczają mi, ponieważ nie mam nikogo. Doskonale też wiem jakiego mężczyzny szukam. Sfera intelektualna jest dla mnie niezwykle istotna. Wiem, że związek w którym istnieją duże różnice intelektualne po prostu nie przetrwa. Są też tacy, którzy już spisali mnie na straty. Może to właśnie te osoby powiedziały mi prawdę? Z wiekiem szanse na znalezienie kogoś są coraz mniejsze. Nie bez znaczenia jest też zegar biologiczny. Kobiety, które nie mogą już mieć dzieci, mają małe szanse na znalezienie mężczyzny. Łatwo jest też powiedzieć, żeby nie przejmować się opinią innych. Jest to utopia i zakłamywanie rzeczywistości. Czy tego chcemy czy nie, żyjemy wśród ludzi. Niewątpliwie osoby, które znajduja partnerów muszą coś robić dobrze, coś czego nie potrafię na przykład ja i co sprawia, że nie mogę nikogo znaleźć i nikogo sobą zainteresować. Wkrada się tutaj jeszcze problem. Jeżeli pojawi się ktoś, jak powiedzieć tej osobie , że nigdy nie byliśmy w związku. Weźmie nas za jakiegoś dziwaka.

    Słyszę też, aby relaizować się w innych dziedzinach i nie szukać na siłę. Łatwo powiedzieć. Można udawać, że jest nam dobrze samemu. Ja nie chcę substytutów za związek z mężczyzną. Brzmi to trochę tak- ,,nie potrafisz sobie znależć mężczyzny, znajdź szczęście w czymś innym”.

    Napisałam to co napisałam, ponieważ jest mi przykro i żal. Żal mi kiedy widzę zakochane pary na ulicy. Jest mi przykro, że ja tego nie mogę mieć i najprawdopodobniej nigdy miała nie będę. Mam poczucie, że coś straciłam, nie z własnej winy.

    • Klaudio masz rację, udawanie, że jest Ci dobrze samej, kiedy czujesz się z tym źle nie jest rozwiązaniem. Każdy z nas pragnie miłości i każdy na nią zasługuje. Ty również.

      To, że nie spotkałaś jej do tej pory nie oznacza, że już jej nie spotkasz. Wiesz co jest najczęstszą przyczyną tego, że jesteśmy sami, mimo, że pragniemy kogoś spotkać? Jest nią to, że nie wierzymy, że na nią zasługujemy.
      Piszę to z własnego doświadczenia, bo sama kiedyś w to nie wierzyłam. I dopóki tak było, byłam sama. Swojego pierwszego chłopaka poznałam dopiero w momencie, kiedy nabrałam trochę więcej pewności siebie i uwierzyłam w to, że nie jestem gorsza od innych. Wcześniej też nikt na mnie nie zwracał uwagi.

      To, co mogę Ci poradzić to skupienie się na sobie. Czytając Twój komentarz wyczuwam, że nie akceptujesz do końca siebie, odczuwasz presję i czujesz się gorsza. Dlatego w pierwszej kolejności powinnaś zająć się tym. Spójrz na siebie przychylniej. Poszukaj swoich mocnych stron. I naucz się je wykorzystywać. Skup się na tym, co masz. Praktykuj wdzięczność.

      Gwarantuję Ci, że jeśli polubisz siebie, docenisz swoją wartość i uwierzysz w to, że zasługujesz na miłość, mężczyźni wokół Ciebie również to zauważą. A porządny, wartościowy facet nie będzie uważał Cię za dziwaka, tylko dlatego, że nigdy nie byłaś w związku.

      Pozdrawiam Cię i życzę Ci, żebyś odnalazła swoje szczęście :*

      • Klaudia

        Dziękuję za odpowiedź na mój komentarz. Obawiam się, że w pewnym momencie może być już za późno na założenie rodziny. Kobiety, które już nie mogą mieć dzieci, nie są szczególnie oblegane przez mężczyzn.
        I jeszcze jedno- ludzie potrafią być bardzo okrutni wobec tych, którzy nie są z nikim związani.

        Najbardziej denerwują mnie komentarze kiedy ktoś zarzuca mi zbyt wygórowane wymagania. Tak jest chyba najprościej- powiedzieć, że kobieta ma za wysokie wymagania i dlatego jest sama. Jakoś nikt nie powie mężczyźnie, że jego oczekiwania wobec partnerki są zbyt wysokie. Ostatnio dowiedziałam się, że nie powinnam wybrzydzać i brać pierwszego lepszego, po prostu brać to co jest. Ja nie uznaję substytutów. Odnoszę wrażenie, że wiele kobiet i mężczyzn wiąże się z drugą osobą na zasadzie ,, nie istotne kto, nie istotne jaki, ale żeby tylko był”. Pytanie tylko jak długo jeszcze będę mogła pozwolić sobie na to, aby szukać i czekać. Jak już mówiłam wcześniej- czas jest dla kobiet bezlitosny ze względów biologicznych ale też i społecznych.

        • To dobrze, że masz wymagania wobec mężczyzn. Branie pierwszego lepszego, byle z kimś być na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem. Ludziom nie dogodzisz, więc nie ma sensu się nimi przejmować.

          Skup się na swoich wartościach, popracuj nad mocnymi stronami i nie czuj się gorsza, bo nie masz powodów. Posiadanie faceta lub jego brak nie świadczy o naszej wartości.
          Spróbuj się też nie porównywać z innymi. Każdy z nas jest inny. Teraz mamy takie czasy, że wiele kobiet wiąże się bardzo późno. I to ma swoje plusy. Z wiekiem jesteśmy coraz bardziej świadome swojej wartości, coraz lepiej wiemy czego chcemy i potrafimy budować bardziej trwałe i dojrzałe związki. Spróbuj spojrzeć na to inaczej. Może nie jesteś wcale przegrana, tylko wygrana? Może Twój związek zawarty w późniejszym wieku będzie bardziej dojrzały, trwały i szczęśliwy?

          Ty jesteś młoda, masz 24 lata, jeszcze masz sporo czasu na rodzenie dzieci. Myśląc o upływie czasu po prostu zaczniesz wariować. A to niczemu nie służy.

          Spróbuj nie wybiegać w przyszłość tylko zadbaj o to, żebyś poczuła się dobrze sama ze sobą już teraz.

  • Sylwia Biernacka

    Ciekawi mnie to, że tak wiele jest blogów w okół 30 tego roku życia, to chyba ważny czas. Bardzo ciekawy blog będę zaglądać:)
    Zapraszam też do mnie http://365dnidotrzydziestki.blogspot.com/
    pozdrawiam Sylwia:)

  • Łukasz Sroka

    Singlem bycie nie jest łatwe również. Nie ma co się użalać. Wyciągnąć konsekwencje. Zacząć cieszyć się tym co mamy. Akceptacja drugiego człowiek jest ważna, nie ważne co nam ktoś zrobił, nie generalizujemy, nie wpychamy na siłę innych do tego samego worka co ktoś, gdzieś kiedyś nam zrobił krzywdę – w dupie z tym. Go with the flow !

  • Jessica Or

    W końcu ktoś inteligentny nie dał się całej tej sielskiej propagandzie dzieciorobów! Mam 23 lata i do 30stki nie mam zamiaru stać się kurą domową latającą nad stadkiem wrzeszczących dzieciaków i starającą się za wszelką cenę zadowolić mężulka żeby tylko „zaniedbany” nie odfrunął do kochanki. Faceci w dzisiejszych czasach są w większości beznadziejni. Szukają ” tej jedynej” żeby im urodziła dzieci, prała gacie i żeby mieli kogo ru***ć. Później kobieta robi się zmarnowana pracą i wychowywaniem dzieci a facet znowu chce się ru***ć tylko nie z żoną bo już „nie wygląda” pociągająco więc szuka od początku ” tej jedynej”.

  • Joanna

    Mam 31 lat, mieszkam sama od 2011 roku, w przeciągu 3 lat straciłam Rodziców…Żyję, a raczej próbuje żyć jako singielka, ale słabo mi to wychodzi. Chodziłam na imprezy, rejsy dla singli i nic. Pracuję, usiłuję skończyć studia, ale czuję się tak źle, nie sypiam po nocach, bardzo często płaczę. Mam rodzinę, ale ta jest skupiona na sobie, mną się nie interesują. Czuję, ze już przegrałam szansę na życie, myślę, że odejście byłoby najlepszym rozwiązaniem. Nie widzę już sensu takiej egzystencji.